top of page

Sens, sens, po trzykroć sens.


Minął tydzień od ostatniego wpisu na blogu Piórem Pisane. Pierwszy majowy tydzień. Majówka zaskakująco ciepła, a potem nagłe ochłodzenie i wyczekiwany deszcz. W głowie brzmią mi te trzy słowa: wsparcie, nadzieja, sens. Niemal jak: wiara, nadzieja, miłość. Bo wsparcie jest miłością, a wiara ma wiele wspólnego z poczuciem sensu.

Czy wsparcie jest mi potrzebne, myślę... Jest. Jak każdemu. Można, owszem, odnajdować w sobie pokłady wsparcia dla siebie samego. To nawet bardzo ważne, wspierać siebie w swoich wyborach. Ufać sowim decyzjom. Mieć poczucie sprawczości. Wiedzieć, że sobie poradzimy, skoro tyle razy wcześniej sobie radziliśmy. To ważne. Mieć te zasoby w sobie.

Można też owo wsparcie mieć z literaturze, w naszych autorytetach, wzorcach, ideach. To takie niejako bierne wsparcie, wsparcie płynące z przekonania, że istnieje lub istniał ktoś, kto wierzył w to samo, co my. Przekonanie, że jakaś idea jest bytem, z którego można czerpać siłę. Taka studnia, z której można zaczerpnąć łyk świeżej wody.

Jednak równie ważne jest mieć takie wsparcie w innych ludziach żyjących obok nas. Dobrze jest wiedzieć, że w chwili zwątpienia można się komuś wypłakać. Dobrze jest wiedzieć, że w momencie spadku motywacji będzie ktoś, kto nas popchnie, doda otuchy. Dobrze jest wiedzieć, że ktoś czeka, myśli, wierzy. Po prostu jest. Nie chodzi o oddawanie tej osobie odpowiedzialności za nasze życie. Nie chodzi o uzależnienie się od niej. Chodzi o poczucie zaplecza. Tej mocy, która stoi za nami. Cicha i trwała.

Utrata nadziei jest tym ostatnim, co ginie. Każdego dnia, otworzywszy oczy, mamy nadzieję, że ten dzień będzie lepszy od wczorajszego. Albo, w trudniejszej sytuacji, że go przetrwamy. Czasem przetrwanie jest wszystkim, czego można się spodziewać. Gdy czeka nas operacja, mamy nadzieję, że się wybudzimy, że operacja zakończy się sukcesem. Tylko tyle i aż tyle. Bez fajerwerków. Nadzieja, że otworzymy oczy. Witanie dnia z nadzieją powoduje, że wstajemy i w ten dzień wchodzimy.

Nadzieję można pokładać we wszystkim i nie jest to postawa roszczeniowa. To nie jest: należy mi się. To jest wiara w to, że skończy się dobrze. Że nasz wkład przyniesie owoce. Że nasze zaangażowanie doprowadzi nas tam, dokąd dojść chcemy.

Bez nadziei ginie sens. Ten trzeci. Ten, który nadaje barwę życiu. Jeśli wsparcie jest pniem drzewa, nadzieja gałęziami, to sens jest kolorem, dzięki któremu drzewo jest piękne.

Sens dla każdego tkwi w czymś innym. Ważnym jest go odkryć, poeksplorować, poprzyglądać mu się z każdej strony. Przymierzyć go jak nowy frak i sprawdzić, czy dobrze się w nim czujemy. Czy on na pewno nasz. Czy nie jest zapożyczony od kogoś. Czy nie przekalkowaliśmy go z ogólnie dostępnej matrycy. Czy nie próbujemy – niczym siostry Kopciuszka – odciąć pięty czy palców, by zmieścić się w przyciasne buty. Czy nie rezygnujemy z tego, w czym nam wygodnie, by się komuś przypodobać.

Odnalezienie sensu jest jak odkrycie skarbu. A nawet całej wyspy skarbów. Gdy jest sens, wszystko wskakuje w swoje miejsce. Zaczyna pasować. Stawać się jasne i oczywiste. Gdy pojawia się sens, pierzchają obawy, lęki, niewspierające przekonania. Sens jest sercem i źródłem życia.

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page