Projekt życia.
- Ewa Joanna Sankowska

- 24 godziny temu
- 3 minut(y) czytania

Najpiękniejsze zadanie życia. Najcudowniejsza praca. Projekt, który rozwija i sam jest rozwojem. Wymyślanie każdego dnia, każdej godziny, minuty. Coś, czego nie da się zlecić komuś innemu. Należy tylko i wyłącznie do nas.
To projekt samego siebie.
Nie chodzi o wymyślenie na zimno scenariusza swojego życia. Nie chodzi o wymyślenie na zimno wartości, stroju, zachowania. No w ogóle nie jest o kalkulacji. O strategii. To jest o wejściu na ścieżkę prawdy i uczciwości. Prawdy o sobie. Uczciwości wobec siebie.
To wymaga zatrzymania się w biegu. Zadania sobie pytań. Kim jestem? Co jest dla mnie ważne? Jakie wartości się dla mnie liczą? Co mi sprawia przyjemność? Czego nie chcę robić w swoim życiu? Jakimi ludźmi chcę się otaczać? Czy ci, którzy są wokół mnie, dają mi to, co dla mnie istotne? Co chcę dać innym ludziom i światu? Jak chcę się czuć przy innych ludziach? Jak chcę wyglądać, odżywiać się? Jak chcę spędzać wolny czas? Jak chcę się czuć? Czym chcę się zajmować w tak zwanym wolnym czasie? Jak chcę pracować? W co wierzę? Jaki jest sens mojego życia? W czym widzę swój cel? Jaką drogą chcę podążać? Jaką mam relację ze swoim ciałem? Jak rozmawiam ze sobą? Co o sobie myślę? Co mnie pasjonuje, interesuje, zajmuje? W czym chcę się rozwijać?
Wiem, to nie są łatwe pytania. I nie da się na nie odpowiedzieć podczas scrollowania. Nie da się na nie odpowiedzieć oglądając serial za serialem. Nie da się na nie odpowiedzieć biegnąc przez życie, załatwiając sprawę za sprawą, odhaczając zadanie za zadaniem. To wymaga czasu.
Wymaga też odwagi i uczciwości. Te pytania otwierają drzwi do naszego wnętrza. Mogą obnażyć to, co niewygodne, przed czym uciekaliśmy długie lata, czego się wstydziliśmy, co zamietliśmy pod dywan.
Ale dają też szansę na nowe otwarcie. Nie ma znaczenia, ile lat mamy, ile razy próbowaliśmy, jaka droga jest za nami, ile zakrętów, ile wypadków wypadnięcia ze szlaku. Ważne jest to, co tu i teraz.
Gotowość przyjęcia siebie, ze swoimi niedoskonałościami czy popełnionymi błędami, przyjęcia siebie z miłością, samowspółczuciem i akceptacją jest jedynym możliwym sposobem na nowy start.
Otwarcie na siebie zrzuca z nas potrzebę przywdziewania masek, udawania, że się jest kimś innym niż się jest. To sprawia, że wyzbywamy się ciężaru odpowiedzialności za innych. Daje zrozumienie, że odpowiedzialni jesteśmy za siebie i wcale nie musimy, a nawet nie powinniśmy, ratować całego świata – szczególnie, gdy ów świat wcale o to nie prosi.
Kreowanie siebie jest niezwykle wyzwalające. Dajemy sobie prawo do emocji, jakie czujemy. Ale nie pozwalamy, by nas owładnęły. Zaczynamy rozumieć, dlaczego tak – a nie inaczej – się zachowujemy, myślimy, czujemy. Nasz historia otwiera przed nami wrota wiedzy o nas samych. Daje możliwość wybaczenia sobie. Przeproszenia siebie.
Kreowanie siebie zrzuca pelerynę wstydu, przekonań, lęków, winy. Stajemy w nagiej prawdzie o sobie. I choć może się wydawać to straszne, wcale takim nie jest. Jest piękne. To, co było wstydliwe, staje się warte ukochania. To, co pełne bólu, godne otulenia. To, co wyszydzone, zasługujące na uznanie. Pozbywamy się osądów nagromadzonych przez lata.
Kreowanie siebie jest jak malowanie intuicyjne. Sięgamy po kolory, które zaskakują czasem nas samych, ale finalnie okazują się trafieniem idealnym. Jest jak pisanie tekstu – słowa, które spływają z pióra, pasują, choć wydawało się, że wcale nie my je powołaliśmy do zaistnienia w tym tekście.
Gdy odpuścimy perfekcjonizm, sztywne normy, pozbędziemy się cudzych oczekiwań, stworzymy piękne dzieło. Siebie.



Komentarze