top of page

Barwy nieba


Niebo. Niebo nad morzem. Takie samo, a inne. Pachnące bryzą. Orzeźwiające słoną wodą. Smagające wiatrem. Niebo, które jest u góry, a jednocześnie jest jakby i w dole. I wszędzie wokół.


Barwy przelewające się przez siebie. Przepływające. Przenikające. Bez wyraźnych granic. Bez porządku. A jednak w jakiejś wewnętrznej logice.


I struktura piasku. Miliardów ziarenek przesypujących się między palcami.


Niebo nad morzem.


Mieszkam kilka kilometrów od morza. Nie przepadam za nim latem. To jednak nie przeszkadza mieć go w sercu niezależnie od pory roku. Lubię w nim tę umowną granicę na widnokręgu. Tę zamgloną linię, która nie może być celem, ale może być azymutem, kierunkiem.


Mieć przed sobą konkretny cel, a mieć azymut - to dwa różne sposoby podejścia do życia. Cel można osiągnąć i czuć satysfakcję. I obrać cel kolejny. A mieć wyznaczony azymut, to wiedzieć, dokąd się zmierza i cieszyć się drogą. Ciągle dokonywać wyboru. Z uważnością doświadczać tego, co tu i teraz. Chłonąć życie zmysłami.


Mieć azymut to dostrzegać barwy, które łaskawie rozlewa Słońce. Dostrzegać ich temperaturę, nasycenie, fakturę. Bo oto się okazuje, że barwa na niebie ma fakturę. Może być łagodnym barankiem lub srogim cumulonimbusem. Może otworzyć wór z grubymi kroplami, jakby mało ich było w morzu….


Barwy nieba otulają, przenoszą w inny wymiar. Nie ten na zewnątrz, a ten wewnątrz. Ten wymiar, który - choć wewnętrzny - jest bez granic. Jak samo niebo….

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page