top of page

Lekkość życia


Lekkość. Unoszenie się ponad powierzchnią. Trwanie w byciu jakby lekko zawieszonym, z połączeniem poprzez cienką, elastyczną nić pozwalającą fruwać wysoko, z jednoczesną pewnością, że jednak jakieś połączenie istnieje.


Jak sen ze świadomością snu. Jak unoszenie się na powierzchni wody z zamkniętymi oczyma. Jak babie lato.


Bywają chwile, gdy to osiągam. Czasem dzięki medytacji, czasem dzięki procesowi Radykalnego Wybaczania, czasem tak po prostu. Pojawia się wtedy pewnego rodzaju dystans do życia. Dystans nie będący lekceważeniem, a poczuciem, że się jest kimś innym, kimś więcej niż ciało zanurzone w materialną rzeczywistość.


Czy jest to relaks? Owszem. Ale to zdecydowanie za mało, by opisać ten stan. Bo nie o relaks ciała chodzi.


Gdy robiłam koncerty mis i gongów, niektóre klientki mówiły, że nie mogły się przez pół seansu skupić na dźwiękach. W głowie krążyły miliony myśli. Listy zakupowe, plany sprzątania etc. Były momentami gotowe się zerwać i ruszyć do działania. Czas mija, one leżą, sprawy do załatwienia czekają...


Nie potrafimy (wiem, generalizacja) dać swojemu mózgowi odpocząć. Bywa, że wpadamy w lekką panikę, gdy nie działamy, gdy nie ma zadań do wykonania. Więc to nie o same ciało chodzi. Chodzi o to, że nie potrafimy zrelaksować swojego umysłu.


Często jest to wynikiem ucieczki. Ucieczki przed tym, do czego moglibyśmy się dogrzebać, gdybyśmy pozwolili sobie na ciszę. Wygodniej jest żyć w biegu, w zadaniach, w zanurzeniu w gęstwinie bodźców zewnętrznych. Bo wtedy nie słyszymy siebie.


I tak trwamy pomiędzy strachem a ucieczką.


Ten obraz jest o zatrzymaniu się. O pozwoleniu sobie na nicnierobienie. O pozwoleniu sobie na niemyślenie. O pozwoleniu sobie na bycie.


Czy da się całkowicie nie myśleć? Momentami. Myśli są. Przychodzą. Ale myśl trwa chwilę. Potem jest już nasze celowe jej zatrzymywanie, analizowanie, porównywanie, planowanie, roztrząsanie, wymyślanie historii. Jeśli nie pozwolimy sobie na to, by nas pociągnęły; jeśli nie pozwolimy sobie na zaczepki; one przeminą. Jak lekkie obłoki na niebie.


Ten obraz jest o utrzymaniu siebie z dystansie do swoich myśli. Nie do walki z nimi. Walka, opór nic nie dają. Ten obraz jest o spoglądaniu na nie z boku. Z akceptacją na to, że są.


Ten obraz jest o osiągnięciu takiego stanu dystansu wobec własnych myśli, że pojawia się świadomość, że nie jesteśmy nimi. Nie ma bowiem identyfikacji w tym chaosem w głowie, z tą kakofonią bez końca.


Stan błogości. Akceptacji. Spokoju i harmonii. Stan powrotu do siebie. Do swojej Istoty. Do tego, kim naprawdę jesteśmy. Rozlanie się w oceanie wszechmiłości. Jedność.


Zawiśnięcie na puchu delikatnych chmur i patrzenie przez rozświetlone obłoki na rzeczywistość. Oddzielenie od wydarzeń zasłoną delikatnej mgły i zrozumienie, że nic nie jest takie, jak się wydaje...

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page