Jak płynąć przez życie z sensem?
- Ewa Joanna Sankowska

- 2 dni temu
- 3 minut(y) czytania

Flow. Stan przepływu. Tyle się już o nim powiedziało. A ciągle można usłyszeć, że nudno, szaro, nędznie, byle jak… Że stres, przymus, zniewolenie, obowiązek…
Miałam onegdaj koleżankę, która o swojej pracy w urzędzie jakiegoś oddziału odpowiedzialnego za zabytki mówiła: FABRYKA. „Idę do fabryki”, powiadała. Skora mi cierpła, gdy tego słuchałam. I nie mówię tu o samym urzędzie, bo być może panowała tam atmosfera gorsza niż zła. Mówię o tym, że młoda, wykształcona osoba w wielkim mieście pełnym możliwości nie szukała rozwiązań. Wolała tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku narzekać zamiast poszukać pracy, która dawałaby spełnienie.
Po czym rozpoznać, że jakieś zajęcie, jakąś aktywność wykonuje się w przepływie?
Jest się pochłoniętym ową aktywnością bez reszty. Nie ma świata poza tym, co się robi. Jest się w tym, co się robi do tego stopnia, że zaciera się granica pomiędzy twórcą i tworzywem. Stajesz się obrazem, który malujesz, lub też procesem malowania; stajesz się książką, którą piszesz, lub też procesem pisania; stajesz się biegiem, który odbywasz… Uwaga jest tylko i wyłącznie na wykonywanej czynności. Nie ma w przepływie miejsca na wielozadaniowość. Nie ma miejsca na robienie w głowie listy zakupów, rozpamiętywanie niemiłej rozmowy, tkanie scenariuszy przyszłych wydarzeń. Skupienie - wynikające w mojego świadomego wyboru - jest na tym, co robię. Tu i teraz. Z tego wynika stuprocentowe zaangażowanie.
To pokazuje, dlaczego dzieci w szkole rzadko osiągają stan flow. Po pierwsze działania nie wynikają z ich wyboru. To prowadzi to tego, ze są często w innym miejscu i czasie niż rzeczywisty. To dlatego sięgają po telefony, szukają w nich czegoś ciekawszego. Czy znajdują - to inna sprawa.
To samo dotyczy pracy zarobkowej, życia rodzinnego, towarzyskiego czy osobistego. Jeśli chodzisz do pracy jak moja koleżanka i czujesz, że to fabryka, czyli miejsce wytwarzania produktów w sposób automatyczny, mechaniczny, bez duszy, to trudno oczekiwać skupienia, uważności czy zaangażowania.
Flow to stan, w którym czas przestaje istnieć. Cóż, Einstein mial rację, czas jest relatywny. Jeśli robimy to, co lubimy, zatracamy się w tym i czas się zatrzymuje. Gdy to tego lubienia dodamy poczucie sensu, sprawczości, spełnienia, doskonalenia swoich kompetencji, to mamy gotową receptę na szczęście. Jeśli robimy dzień po dniu to, co lubimy, ale nie podnosimy sobie poprzeczki, to wcześniej czy później owa lubiana czynność stanie się nudna. Potrzebujemy czuć, że się czegoś uczymy, że potrafimy więcej i więcej. To niesie ze sobą spełnienie, sprawczość. To w końcu daje poczucie sensu.
Jeśli dzieci w szkole rozwiązują zadania poniżej swoich możliwości, przestają się w końcu uczyć. Po co? Przecież dają radę. Nie rozumieją, że mogą przeoczyć moment, w którym zabraknie im umiejętności czy wiedzy. Oto dlaczego zdolni uczniowie często nie osiągają sukcesów. Nie są w szkole stymulowani i osiadają na laurach, a potem bywa za późno. Albo są soba rozczarowani, zawstydzeni. Jest tez oczywiście i druga strona medalu - zadania są za trudne. A jeśli są o wiele za trudne, wbijają w poczucie bycia niewystarczającym, zamykają na rozwój. Hasło w polskim systemie oświaty, które mówi o wyrównywaniu szans, wyklucza jednych i drugich. Stawia na przeciętność. Nie stymuluje tych najlepszych i nie zatrzymuje się na najsłabszych. Polska szkoła realizuje podstawę programową, nie skupia się na dziecku.
To sami dotyczy naszej pracy zawodowej, domu, rodziny, relacji. Jeśli partner czy przyjaciele wydają się nam za mądrzy, możemy zacząć od nich stronić z poczucia wstydu. Jeśli dojdziemy do wniosku, że zniżamy się do ich poziomu i to jest dla nas męczące, także będziemy unikać spotkań. Jeśli miejsce pracy nas nie stymuluje do rozwoju, zdziadziejemy, zostając. Jeśli wywołuje w nas poczucie, bycia niewystarczającym, dorobimy się wrzodów na żołądku i/lub stresu.
Oczywiście, można tez dodać, ze w stanie flow rośnie wydajność, produktywność. To ważne jest i w sferze zawodowej, i szkolnej, ale także wtedy, gdy zajmujemy się sprzątaniem…
Flow rozbudza kreatywność. I tu się zatrzymuję z przyjemnością. Gdy działamy w przepływie, budzi się w nas geniusz. Nie przesadzam. Nie koloryzuję. Każdy ma w sobie takiego geniusza. Gdybym miała powiedzieć metaforycznie, to rzekłabym, ze siedzi on w pięknej, bogato zdobionej komnacie, zamkniętej na klucz. Nie wychodzi w owej komnaty, bo korytarze są zaśmiecone. Siedzi więc i czeka, aż do niego zapukasz i zapewnisz, że śmieci błahych spraw zostały zamiecione. Czeka, az powiesz, ze korytarze są czyste, puste i można się nimi przechadzać. I wtedy geniusz wychodzi. I gdzie nie spojrzy, tam rodzi się piękno, mądrość, dobro. Pod samym jego spojrzeniem powstają rozbudowane światy powieści, gier komputerowych, filmów. Pod samym jego spojrzeniem tworzą się wierze, obrazy, muzyka. Pod samym jego spojrzeniem powoływane są do życia idee, pomysły. Rodzą się konstrukty wynalazków.
On tam jest. We mnie, w Tobie. Geniusz. Czeka tylko na odpowiednie warunki, by okazać swoja kreatywność. A to już należy do każdego z nas z osobna.



Komentarze