Sens, wsparcie i nadzieja. Te trzy.
- Ewa Joanna Sankowska

- 30 kwi
- 3 minut(y) czytania

Trudne chwile są elementem naszego życia. Rozsypują się relacje. Odchodzą bliscy. Tracimy pracę. Zawodzą nas ludzie. Pojawiają się choroby. Takie są realia. Nie mamy wpływu na wiele rzeczy. Mamy za to wpływ na jedno. Na naszą reakcję. Na to, co z tym zrobimy. Być może w trudnej chwili nie jest łatwo w to uwierzyć. Być może trzeba sobie dać nieco czasu na utulenie siebie, na przejście żałoby. Nie można tego etapu przeskakiwać, udając, że nic się nie stało. Niemniej jednak wcześniej czy później trzeba wziąć się w garść. Aby przetrwać trudne chwile, potrzebujemy kilku rzeczy.
Po pierwsze sensu. Przekonanie, że to, co się wydarzyło, nie jest po nic. I tu można spojrzeć na wydarzenie z lotu ptaka. Wszak może wydawać się głupim wyrywanie roślinek z ziemi, ale – jeśli chcemy mieć piękną rabatę – odchwaszczanie jednak jest sensowne. Być może ból wydawać się idiotycznym wymysłem natury, ale przecież to właśnie on nam sygnalizuje, że coś w naszym organizmie nie działa należycie i należy się temu przyjrzeć. Może śmierć dziecka być czymś, w czym trudno dopatrzeć się sensu, ale może uda się spojrzeć na to z perspektywy duchowej? Może – jeśli wierzysz w coś więcej niż tylko materię – przekona cię idea, że nasze dusze umawiają się wcześniej na takie, a nie inne doświadczenia? Może wreszcie ból psychiczny czy emocjonalny ma służyć naszemu wzrostowi?
Przekonanie, że rzeczy dzieją się nie nam, a dla nas, jak podpowiada Metoda Tippinga, o której piszę od jakiegoś czasu i do której gorąco namawiam, daje szansę na ulgę. Wtedy wszystko, co się dzieje, można potraktować jako lekcję, nie dopust Boży. To pozwala wyjść ze świata ofiar, przejąć odpowiedzialność za swoje życie, za emocje, reakcje, przekonania.
Bo, być może, jest nam ciężko, ale przecież rezygnacja z życia i oddanie go walkowerem nie jest rozwiązaniem na miarę człowieka. W takich sytuacjach w głowie mi krążą nauki renesansowych humanistów. Człowiek to istota wolna i godna. I tej godności nikt nam odebrać nie może. Godność to także kroczenie przed siebie pomimo przeszkód i trudów. To widzenie sensu w sobie. To, co najbardziej wartościowe, jest w nas samych. Czasem gubimy z tym kontakt, ale to ciągle tam jest.
Drugą rzeczą, której potrzebujemy, by przetrwać trudne chwile, jest wsparcie. W ubiegłym tygodniu pisałam o potrzebie przynależności, która jest istotna podczas czynności dających odpoczynek. I owa przynależność zaowocuje w trudnych chwilach właśnie. Ludzie, z którymi się rozwijamy, bawimy, robimy sensowne rzeczy, będą przy nas, gdy ich będziemy potrzebować. Nie muszą dawać rozwiązań. Od tego są fachowcy – lekarze, prawnicy, urzędnicy etc. Wystarczy, że będą. Że wysłuchają. Pomogą w jakimkolwiek zakresie. Dobre słowo, ciepły uśmiech, życzliwe spojrzenie, uważna obecność wystarczą. Świadomość, że mamy kogoś u boku potrafi zdziałać cuda.
Warto zrobić sobie taką mapę przyjaciół. Porządki wśród znajomych są tak samo potrzebne jak wiosenne porządki. I nie chodzi o palenie za sobą mostów. Ale o pełną uważności refleksję, czy ludzie, na których liczę, faktycznie godni są zaufania. Czy nasze relacje są ciągle żywe? Czy czas spędzony z tymi ludźmi wyposaża mnie w zasoby, czy może je odbiera? Tkwienie w relacji tylko dlatego, że ma za sobą kilkuletnią (czy dłuższą) historię jest jak trzymanie w szafie za małych ubrań. Niepotrzebnie blokujemy miejsce na coś nowego, świeżego, wartościowego.
Trzecim elementem pozwalającym przetrwać trudne chwile, jest nadzieja. Nadzieja na to, że wszystko się skończy dobrze. Albo że w ogóle się skończy. Że zły czas przeminie. Że wyjdzie słońce zza chmur. Że nadejdą lepsze dni. Scarlett O'Hara w trudnych momentach mawiała: „Jutro też jest dzień”. I samo to niesie ze sobą nadzieję. Bo skoro jutro też jest dzień, to znaczy, że pojawią się nowe rozwiązania. Może jeszcze nie szczęśliwe zakończenie, ale szanse.
Przecież gdyby nie nadzieja na poprawę stanu zdrowia, nie chodzilibyśmy do lekarzy, nie rozpoczynalibyśmy leczenia. Nie rodzilibyśmy dzieci, gdyby nie nadzieja, że zarówno naszą rodzinę, jak i świat, czeka coś dobrego. Nie rozpoczynalibyśmy nauki, gdybyśmy nie mieli nadziei na powiększenie kompetencji. Nie wychodzilibyśmy z domu, gdyby nie nadzieja na szczęśliwy powrót. Nie wstawalibyśmy z łózka, gdyby nie nadzieja na nowe.
Powiadają, że nadzieja umiera ostatnia. To ona właśnie pobudza nas do działania. Ona sprawia, że za każdym krokiem stawiamy kolejny. Za każdym wdechem bierzemy następny. Za każdym spojrzeniem rzucamy nowe. Nadzieja. Że będzie jeszcze przepięknie.



Komentarze