top of page

Jest taka aktywność...


Miewasz podczas wiosennego przesilenia zaniżony nastrój? A może ocierasz się często o chandrę lub nawet depresję? Jesteś blisko wypalenia? Sens gdzieś umyka i trudno go złapać za ogon?


C'est la vie, jak mawiają Francuzi... Szczęściem można i na to coś poradzić. Zrób w głowie – i pamięci – akcję poszukiwawczą. Celem jej jest znalezienie takiej aktywności, która łączy w sobie kilka elementów.


Po pierwsze powinna stanowić coś, co pozwoli Ci oderwać się od spraw zawodowych czy problemu, jaki Ci doskwiera. Coś, co zajmie Twoją głowę. Jeśli podczas spacerów i tak analizujesz nieustająco, co się wydarzyło, nie może być to spacer. Czyli szukaj dalej... Czegoś, co całkowicie zaprzątnie Twoją uwagę.


Po drugie musi to być coś, co przyniesie relaks. Więc raczej nie zabieraj się za gruntowne porządki... Spacer może spełnić te warunek, o ile potrafisz skupić się na przyrodzie, nie na tym, od czego chcesz się oderwać. Może jakaś szybsza aktywność? Taniec, siłownia, jogging, rower? A może joga? A może w ogóle nie sport? Może masz jakąś pasję?


Po trzecie aktywność owa ma dać Ci poczucie autonomii. To ma być Twój w pełni wolny wybór. Rodzaju aktywności, sposobu jej doświadczania, pory i czasu trwania. Świadomość, że tylko Ty decydujesz o tym, co robisz. Jesteś tu absolutnym szefem. Ty wybierasz. Oczywiście, to nie wyklucza instruktora. Ale Ty z wolnej woli się na niego decydujesz i akceptujesz.


Po czwarte Twoje zaangażowanie się w ową czynność ma sprawić, że Twoje umiejętności będą się rozwijać. To nie musi być na poziomie olimpijskim. Nie o to chodzi. Chodzi o poczucie, że idzie Ci za każdym razem lepiej, sprawniej. Odkrywasz więcej. Zdobywasz nowe umiejętności. Widzisz progres.


Po piąte dostrzegasz w tym sens. To nie tylko przyjemne, ale i sensowne. I ten sens nie musi być przez duże S. To może być mały, prywatny sens. Coś, co czemuś służy. Jak chwasty wyrwane na rabacie. Jak dobrze pokolorowany obrazek. Nie trzeba zaraz ratować świata.


No i po szóste niechaj owa aktywność daje poczucie przynależności. I znowu – to nie musi być przynależność do wielkiej grupy. To może być grupa treningowa. Albo przyjaciel/przyjaciele. Albo rodzina, sąsiedzi. Możliwe, że z tym będzie kłopot, jeśli naprawdę ocieramy się o depresję. Może się pojawić awersja do kontaktów z innymi. I w porządku. To może być na początek grupa ludzi, którzy interesują się tym samym i co jakiś czas na przykład publikujesz coś w grupie filatelistów na fb. Może być i taka grupa. Chodzi o to, by poczuć z kim więź. A jeśli i to jest wyzwaniem, może na początek zadbać o relację ze sobą? Dobrze jest zrobić pierwszy, choćby i mały krok.


Co to da? Już samo oderwanie się od tematu, który nas ściąga w dół, wnosi odrobinę dobrostanu. Ciągłe ruminowanie trzyma nas przy tym, co już się wydarzyło lub przy tym, co według nas ma się wydarzyć. Analizujemy, co zrobiliśmy, co się stało, co zostało powiedziane, a co nie zostało powiedziane. Co mogliśmy zrobić, jak się zachować. Albo tworzymy miliony możliwych - mniej lub bardziej – scenariuszy. Mielimy w głowie to na wszystkie możliwe strony, jakby płacono nam za każdą wersję bądź za minutę rozważań. I ciągle tkwimy w trudnych emocjach. W emocjach wydarzenia, które już minęło. W emocjach wydarzenia, które jeszcze nie nastąpiło. A oderwanie się od myślenia niesie niezwykłą ulgę.


Można więc łatwo się domyślić, że samo leżenie nie spełni tego zadania. Nie zdołamy postawić myślom tamy, przez którą nie przejdą. Taką tamą może być jedynie inna aktywność. Przy czym wcale nie musi być to aktywność bardzo żywiołowa. To może być też medytacja. Odpowiednio dobrana (tak, medytacja też powinna być odpowiednio dobrana, gdyż medytacja medytacji nie jest równa) może zdziałać cuda, gdyż wpłynie w odpowiedni sposób na fale mózgowe.


Nie pozwalamy sobie na odpoczynek. Generalizuję, wiem. Ale to z jednej strony jest pokłosie kulturowe. Odpoczynek kojarzy się z pasożytnictwem. Powiedzenie: „odpocznę po śmierci” wymusza na wielu ludziach konieczność działania, choćby pozbawionego większego sensu. Być może brak działania wywołuje poczucie winy, niezasługiwania i straty. Nie umiemy wypoczywać. Towarzyszy nam przekonanie, że na odpoczynek trzeba zasłużyć. A prawda jest taka, że nie musisz zasługiwać. Odpoczynek należy Ci się a priori. Dopiero wypoczęta/-y możesz efektywnie pracować.


Poczucie autonomii natomiast daje nam poczucie bycia panem siebie. To wolność i sprawstwo. Wybieram to, co chcę. Nie cokolwiek. Nie dlatego, że mogę. A dlatego, że wiem, co mi to da. I w każdej chwili mogę zdanie zmienić. Mogę zająć się czymś innym i nie jest to zdradą stanu. Nie jest skakaniem z kwiatka na kwiatek. Jest doświadczaniem w poczuciu nieograniczonych możliwości.


Te możliwości służą naszemu rozkwitowi. Uczymy się siebie i świata poprzez działanie. Zdobywamy nowe umiejętności, które wykorzystamy w życiu codziennym i zawodowym. Odkrywamy siebie, bogacimy się o doświadczenia. Owo sprawdzanie siebie w jednej dziedzinie daje nam pewność, że i w innej sobie poradzimy. Nasza pewność siebie rośnie.


Brzmi sensownie? No właśnie. To, co niesie ulgę, musi być wyposażone w sens. Zajmowanie się przekładaniem czegoś z prawej strony na lewą, a potem odwrotnie, nie zapewni tego sensu. On jest także czymś innym dla każdego. Jeden dostrzeże sens w wyrywaniu chwastów z rabaty, inny w śpiewaniu, jeszcze inny w modlitwie. Nie ma tu sensów mniejszych czy większych. Jest nasz sens.


Gdy dodatkowo będziemy mieć poczucie, że nie jesteśmy w tym sami. Że dla kogoś to, co robimy, też ma sens, to robi się w ogóle idealnie. Obecność drugiej osoby, grupy – fizycznie czy mentalnie – wspiera nas w tej aktywności. Otrzymujemy potwierdzenie także z zewnątrz, że dobrze wybraliśmy.


A teraz sprawdzian – w którym momencie czytania przestałaś/-eś myśleć o tym, co Ci dolega, o stresie, problemie, wyzwaniu? Samo myślenie o aktywności, która spełnia te warunki (wszystkie, nie jeden czy dwa), powoduje, ze robi się lżej na duszy...


Zatem, czym się zajmiesz?

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page