Projekt życia w praktyce.
- Ewa Joanna Sankowska

- 19 kwi
- 4 minut(y) czytania

Jak się zabrać do projektu życia? Do tkania siebie na krośnie wydarzeń, genów, środowiska rodzinnego, doświadczeń? Jak przeplatać wątki pragnień, marzeń, emocji i uczuć?
Każdy ma inną drogę. I nie ma jedynej słusznej. Nie ma jedynej, która jest dobra dla każdego. Różnimy się. Doświadczeniami, temperamentem, przekonaniami, światopoglądem. Nie każdy jest gotowy na każde narzędzie w tym samym momencie. Do niektórych trzeba dojrzeć. A inne zastąpić.
Dobrym rozwiązaniem jest Metoda Tippinga, zwana Radykalnym Wybaczaniem. Pisałam już o niej po wielokroć i pewnie jeszcze wiele razy pisać będę. Przygoda z RW zaczyna się od uznania swoich uczuć. Kultura, w jakiej żyjemy, obłożyła wstydem wiele uczuć. Zabrania się chłopcom płakać, dziewczynkom złościć. Brzydko jest zazdrościć, szydzić, czuć nienawiść. Żałośnie jest czuć lęk i mieć poczucie winy. I tak dalej, i tak dalej. W związku z tym zaczęliśmy udawać, nawet przed sobą, że tego nie czujemy. Tak jest wygodniej. Nie przyznać się, że kimś gardzimy. Czy przez to pogarda znika? Nie. Jest. Bezpieczna, skryta. Rośnie w siłę. RW sprawia, że akceptujemy fakt, że uczucia do nas przychodzą. Zaczynamy rozumieć, że są skutkiem naszych wcześniejszych doświadczeń.
Radykalne Wybaczanie obnaża nasze przekonania. A tych nagromadziliśmy całkiem niezłe zestawy. Że pierwszy milion trzeba ukraść. Że trzeba być twardym. Że trzeba ciągle coś robić, by nie być posądzonym o lenistwo. Że nie powinno się prosić o pomoc. Że trzeba się rewanżować. Że nie można ludziom ufać. Że tylko moja aktywność potwierdza moją wartość. I tak dalej... Odnalezienie źródła tych przekonań uzmysławia nam, że powtarzamy jak papugi czyjeś kwestie. Że to wcale nie jest nasze. Że powielamy wzorce. Że to, w co uwierzyliśmy, przynosi nam krzywdę, hamuje, blokuje, usztywnia. To dopiero początek pracy z nimi, ale początek dający szansę na uwolnienie się od tego, co nie pozwala pójść dalej. Początek szansy na napisanie o sobie nowej historii.
Psychologia pozytywna pokazuje, że mamy w sobie ogrom zasobów, o których zapomnieliśmy. Ogrom zasobów, o których nie myśleliśmy jak o zasobach. Jest jak metoda odkrywkowa. Co refleksja, to nowy skarb. Mamy tak wiele zalet, umiejętności, zdolności, które trwają przykryte warstwą kurzu lekceważenia, że – gdy to odkrywamy – czujemy się i zadziwieni, i zauroczeni, i pełni nadziei. Oto bowiem się okazuje, że to, co uważałam za zwyczajne, wcale takim nie jest. To, że potrafię ubierać coś w słowa, jest moim talentem, a nie umiejętnością, w którą wyposażony jest każdy średnio wykształcony człowiek. To, że umiem rozmawiać, słuchać, wcale nie oznacza, że ludzie, z którymi się spotykam, też to potrafią. I to, że moje ciasto śliwkowe robię z zamkniętymi oczyma, nie oznacza, że jest zwyczajne i średnie. Nie doceniamy swoich darów. To, co nam wychodzi dobrze, choć nie staramy się wcale, by takie było, nie jest zwyczajne. Jest naszym skarbem. To pokazuje, co sprawia, że nasze życie jest takie, a nie inne. Co możemy wykorzystać, by je ubarwić, pokolorować.
Dzięki psychologii pozytywnej zaczynamy dostrzegać piękno w nas i wokół nas. To ona podpowiada, jak odpoczywać, by odpocząć. Mówi to, co wiedzieli nasi przodkowie, że gnuśność odpoczynkiem nie jest. Skuteczny odpoczynek odrywa na, owszem, od pracy, od codzienności. Jednak nie zostawia w pustce, a wiedzie do pasji, do zajęć, które są sensowne, które nas uczą czegoś nowego (choćby pielęgnowania kota). Prawdziwy odpoczynek wynika z wolności ową wolność poszerza. Nie wiąże się jedynie z wyborem zajęcia, a daje przestrzeń do eksplorowania tematu i siebie. Wreszcie daje poczucie przynależności. Nie musi to być naród, może być rodzina, przyjaciele, mała społeczność pasjonatów. Badania niebieskich stref pokazują, że świadomość owej przynależności, bycia akceptowanym podnosi poziom dobrostanu i jest jego niezbędnym składnikiem.
To także psychologia pozytywna wskazuje na to, że dbałość o siebie nie może być wyrywkowa i fragmentaryczna. Jedynie holistyczne podejście do siebie zapewnić może prawdziwy dobrostan. Ta wiedza uzmysławia, jak skomplikowanym tworem jesteśmy. A zarazem oddaje w nasze ręce odpowiedzialność za nasze życie. Bo tylko i wyłącznie my sami za nie odpowiadamy. Jakakolwiek nie byłaby nasza przeszłość. Jakiekolwiek nie byłyby warunki. To my decydujemy, jak reagujemy na to, co dzieje się wokół nas. Czy to łatwe? Nie. Ale jakże optymistyczne.
Oto bowiem my sami dzierżymy w dłoniach klucz do swojego życia.
A gdy jeszcze z drugiej strony podeprzemy się neurobiologią i zrozumiemy, że to, co dzieje się w naszym mózgu, ma wpływ na nasze reakcje, jesteśmy wygrani. Oto bowiem możemy dobrać odpowiednią medytację i podejść do swojego życiowego projektu z drugiej strony. Tkanie narracji o sobie to jedna rzecz. A pomoc ze strony wydeptywania nowych ścieżek w mózgu – to druga rzecz. Krok po kroku, dzień po dniu, bez pośpiechu, możemy uczyć się nowych zachowań, nowych reakcji, nowego sposobu życia.
Neuromedytacja jako kreowanie nowego obrazu mózgu, który przecież wpływa na nasze podejście do siebie i świata, wydaje się być kluczowym sposobem na kreowanie siebie. Myślę, że szczególnie może przekonać to tych wszystkich, którzy potrzebują naukowego wyjaśnienia pewnych zjawisk. Neurobiologia pozwala zrozumieć także i to, że zmiana perspektywy jest procesem i nie wydarzy się podczas weekendowego wyjazdu.
Stworzenie siebie to projekt. I może robiliśmy w szkole projekty na ostatnią chwilę, na kolanie, niemniej jednak ten projekt wymaga uwagi. Wymaga czasu. Wymaga szacunku. Wymaga eksploracji siebie. Wymaga samowspółczucia, akceptacji, zrozumienia. I czasu. To piękna podróż. Podróż pełna ekscytacji, zadziwienia, delikatności. I dająca poczucie sprawczości i sensu.
O tak, oto bowiem stajemy się dziełem, autorem i tworzywem. I jest to możliwe. I konieczne.



Komentarze