Złoto obfitości...
- Ewa Joanna Sankowska

- 14 lip
- 2 minut(y) czytania

Złoto. Nie jako kruszec. Kruszec wszak ma wartość umowną. to człowiek złotu nadał wartość.
Zatem nie kruszec. Symbol. Czyli złoto jako nie-złoto.
Złoto jako symbol dobrostanu. Nie tego materialnego. Nie jako wypchany kartami porfel. Nie jako biżuteria zdobiąca nadgarstki.
Złoto jako symbol wszelakiej obfitości. Miłości. radosci. Zdrowia. Relacji. Spełnienia. Osiągnięć. Zaangażowania. Wsparcia. Nadziei. Sensu.
Kiedy jest we mnie obfitość miłości? Gdy jestem przy sobie. Gdy nie uciekam od tego, co boli, trapi, uwiera. Gdy słucham tego, co mówi moje ciało i odpowiadam, jak potrafię najlepiej. A gdy nie potrafię - proszę o pomoc. Gdy nie czynię sobie wyrzutów, ze cos poszło inaczej, niż zakładałam. Gdy nie jestem sobie wrogiem. Gdy w bliźnim nie widzę wroga. Gdy nie zakładam, że ktoś chce mnie zranić, dokuczyć i że muszę na ten atak się przygotować. Gdy nie widzę w drugim człowieku obcego bytu poza granicą skóry…
Kiedy jest we mnie obfitość radości? Gdy nie analizuję tego, co minęło i nie tkam scenariuszy na przyszłość, a jestem w chwili bieżącej i widzę w niej dobro. Gdy mam w sobie beztroskę dziecka. Gdy cieszę się z powodu płatków śniegi na twarzy, rozkwitającego świata, zapachu cynamonu w filiżance herbaty. Gdy serce się rechocze, a dusza fika koziołki. Gdy patrzę na małe kotki i świata poza nimi nie ma.
Kiedy jest we mnie obfitość zdrowia? Gdy nic nie boli, nie ogranicza, nie zatrzymuje. Gdy bezkarnie cieszę się smakiem chleba wyjętego z piekarnika. Gdy głowa jest lekka, i nieobciążona.
Kiedy jest we mnie obfitość relacji? Gdy mogę powiedzieć, co czuję i myślę bez trwogi, że zostanę osądzona. Gdy mogę komunikować swoje potrzeby bez lęku, że ktoś się poczuje pod presją. Gdy czuję, że jestem wysłuchana. Gdy słucham bez spięcia, nerwów i zaciśniętego żołądka. Gdy rozmowy są o tym, co ważne, o myślach, uczuciach, wartościach, nie o faktach.
Kiedy jest we mnie obfitość spełnienia? Gdy to, co robię, doprowadzam do końca. Gdy widzę, że ma to wartość.
Kiedy jest we mnie obfitość osiągnięć? Gdy czuję, że dałam z siebie tyle, ile mogłam, i efekt mnie satysfakcjonuje.
Kiedy jest we mnie obfitość zaangażowania? Gdy czas się zatrzymuje. Gdy staję się jednym z tym, co robię. Gdy czynność pochłania mnie do tego stopnia, że niczego - poza nią - nie widzę.
Kiedy jest we mnie obfitość wsparcia? Kiedy czuję, ze nie jestem sama. Kiedy wiem, że za plecami mam kogoś, kto podtrzyma, gdy upadnę, poda dłoń, uśmiechnie się i po prostu będzie - bez słowa, gdy nie jest ono potrzebne.
Kiedy jest we mnie obfitość nadziei? Gdy wierzę w sukces tego, co robię. Gdy czuję, że cokolwiek się wydarzy - będzie to dla mnie dobre.
Kiedy jest we mnie obfitość sensu? Gdy wiem, że te wszystkie wydarzenia, które były moim udziałem, doprowadziły mnie do tego miejsca, w którym jestem. Gdy wiem, że to, co się wydarzyło, było dla mnie najlepsze. Gdy wiem, że miejsce, w którym jestem, jest tym jedynym, z którego mogę uczynić swoje królestwo. Gdy wiem, że to, co się wydarzy, będzie skutkiem tego, co jest teraz. Gdy moje działania wiodą tam, dokąd dotrzeć chcę. Gdy jestem odpowiedzialna za to, jak wyglada moje życie.
Złoto. Obfitość. Cztery małe obrazki. Pęknięcia, które nie są oznaką starości, a momentów, w których trzeba się zatrzymać, by dokonać wglądu. Odetchnąć. Poobserwować. Odbić się i pójść dalej. Przed siebie. Na złoty szlak obfitości.



Komentarze