top of page

Wschód wybaczenia



Sloneczny, niedzielny poranek. Cisza.


Siedzę przy biurku w ukochanym fotelu uszaku, wsłuchuję się w dochodzący zza okna klangor żurawi i określam azymut na marzec.


Przede mną dwa spotkania w ramach mentoringu Radykalnego Wybaczania, dwa zjazdy na podyplomowe psychologii pozytywnej, początek kursy instruktorskiego drugiego stopnia neuromedytacji. Cieszę się bardzo na te spotkania.


Radykalne pomaga mi uzdrowić to, co niosłam przez dekady na grzbiecie.


Czas dzieciństwa bywa piękny i beztroski, ale obfituje w sytuacje, na które - jako dzieci - nie jesteśmy gotowi. Interpretujemy wtedy świat inaczej. I te interpretacje przekształcanie się często w przekonania, które blokują nasz rozwój. Próbując ogarnąć to swoim dorosłym rozumem, dochodzimy do wniosku, że "nic takiego się nie stało", że "inni mają gorzej", że "grzechem jest na to narzekać". I zamiatamy nasze dziecięce lęki, bóle i wstydu pod dywan.


Błąd. Zamiecione pod dywan nierozwiązane sprawy mszczą się na nas kazdego dnia. I z każdym dniem trudniej porzucić przekonanie o tym, że jesteśmy niewystarczający, gorsi, byle jacy, niegodni uwagi, miłości, szacunku...


Trudniej, ale nie jest to niemożliwe. I to ta dobra wiadomość. Skoro poszliśmy w jedną stronę, możemy pójść i w drugą. Z Radykalnym Wybaczaniem kroczy się z uważnością na swoje uczucia, z akceptacją dla nich, ze zrozumieniem, ze wszystko jest po coś.


W tej chwili praca narzędziami RW jest dla mnie jak codzienna higiena. Nie wystarczy wejść pod prysznic raz w tygodniu i mieć nadzieję, że pozostanie się czystym i pachnącym do kolejnej niedzieli. Tak i tu, ciągle coś nowego się pojawia, coś wciska nasze guziki i trzeba się tym zająć, by nie obrosło "brudem", który trudniej zmyć z każdym dniem, bo przywiera i staje się drugą skórą.


Tak więc pracuję Metodą Tippinga zarówno z moimi klientami, jak i ze sobą. I czuję przeolbrzymią wdzięczność do siebie, że zdecydowałam się wejść w tę ścieżkę.


Spotykam się często ze stwierdzeniem, że nie każdy zasługuje na wybaczenie. Że nie można wybaczyć przestępcom, zbrodniarzom, ludziom okrutnym. I że w związku z tym Radykalne Wybaczanie jest narzędziem usprawiedliwiającym zło. Nie ukrywam, że - gdy lata temu po raz pierwszy usłyszałam o tej metodzie - pomyślałam tak samo.


Tyle że Radykalne Wybaczanie nie jest o tym. Ono zupełnie nie jest o usprawiedliwianiu ludzi, którzy uczynili jakiekolwiek zło. Owszem, o zrozumieniu, dlaczego tak zrobili. Owszem, o próbie dostrzeżenia powodów, które ich do owych czynów doprowadziły. Ale nie o usprawiedliwianiu.


Ale przede wszystkim nie jest o naszych oprawcach, a o nas. O naszych uczuciach. O tym, co czujemy, co myślimy. O tym, jak interpretujemy zdarzenia. Jakie mamy przekonania. Radykalne Wybaczanie dotyczy nas. Nie innych. I dlatego jest to tak wspaniałe narzędzie. Nie wymaga od nas rzucania się w ramiona osoby, która nas skrzywdziła. Nie wymaga nawet kontaktu z nią.


A to dlatego, że tak naprawdę w tym, co czujemy, chodzi przecież tylko nie wyłącznie o nas. Nie o innych. I zrozumienie tego pozwala zrzucić ciężar, który dźwigamy od dawna. Nie zasługujemy na ból, cierpienie, wstyd, poczucie winy, krzywdy, bycia niewystarczającym. Zasługujemy na lekkość, akceptację, szczęście. I do tego droga wiedzie poprzez Radykalne Wybaczanie.

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page