Transformacja to więcej niż zmiana
- Ewa Joanna Sankowska

- 9 lip
- 3 minut(y) czytania

Skończyłam dzisiaj prowadzić pierwszą edycję kursu neuromedytacji. Mialam dwie grupy - grupa medyatcji skupienia i grupa medytacji uważności. Osiem tygodni praktyki. osiem tygodni nastawionych na transformację. Przy czym transformacja nie jest zmianą. Nie musisz się zmieniać. to nie o to chodzi. nie o zmianę.
Transformacja jest ujrzeniem, kim jestem. I akceptacją tego. Ostatnio uslyszal1am to z ust mojej nauczycielki neuromedytacji, Mili Orlińskiej, i pomyslałam sobie o tym, jak bardzo to się zgadza z powtarzaną czèsto przez Magdę Czaję, moją nauczycielkę Metody Tippinga: "jesteś doskonała taka, jaka jesteś".
To niebywała ulga dla każdego, kto się ścigał z wizją dyktowaną przez media, krytyką otoczenia i swoimi oczekiwaniami. A tu - alleluja! - prosta prawda. Nic nie muszę. Jestem, jaka jestem. I kocham siebie za to.
I od teraz te wszystkie lustra, w których się przeglądam, wszystkie moje ciemne zakamarki, moj Cień - stają się moimi sprzymierzeńcami. Nie czymś, co mnie piętnuje, czego należy się wstydzić, czego się lepiej wyprzeć. Oto jestem. W odłamkach luster, które jak w komnacie zwierciadlanej pokazują mi te wszystkie miejsca, które porzuciłam.
Poniewierały się bezdomne, wołały o uwagę, a ja nieustannie odwracałam od nich głowę, modląc się w duchu, by pozostały niezauważone przez osoby trzecie. Czasem wybuchały, bo ileż można dać się tak poniewierać, ignorować, lekceważyć. Oczywiście, w najmniej oczekiwanych momentach. Bo dobrych momentów na to nie ma.
W czym może pomóc medytacja, jeśli chodzi o tak rozumianą transformację? Uważność pozwala dostrzec te zakamarki duszy nagiej. przyjrzec się im w akceptacji, bez osądu. Jest, jak jest. Uważność pozwala poprzyglądać się swoim uczuciom, gdy odkrywamy takie swoje ciemne zakamarki. Pomaga przewietrzyć pomieszczenie, w którym skryliśmy przed światem cząstkę siebie. Z życzliwością wobec tej niechcianej odsłony. Uważność daje oddech i akceptację. Oto taka jestem. Ani to dobrze, ani źle. Jest, jak jest.
Skupienie zaś pomaga dostrzec potencjał plynący z tej sytuacji. Dzięki skupieniu możemy odciąć ten szum pod tytułem: powinnam, nie wypada, wstyd, za mało, za dużo, za jakoś... i zainteresować się tym, co płynie z tego dobrego. To nie jest zamiatanie pdo dywan. Wszak dostrzegamy. To jest wykorzystanie potencjału, jaki drzemie we wszystkim, co jest.
Przykład? Proszę uprzejmie. Jestem leniwa. Mowię o tym głośno kilka lat i nikt mi nie wierzy. No, prawie nikt, bo są tacy, co dostrzegają tu i ówdzie ślady mego lenistwa. Dlaczego nie wierzą ci, co nie wierzą? Po pierwsze dlatego, nie czują tego, co ja czuję - nie wchodzą. w moje buty i sądzą po pozorach. A te przeczą. Bo gdy biorę się do czegoś, to zwykle robię solidnie. I robię sporo. Ale - tu uwaga - robię to, co lubię. Praca we flow przestaje byc pracą, bo niesie sens, sprawczość etc. Podczas pracy na etacie z kolei towarzyszył mi strach. Ta myśl typu "wielka rzecz'' - coś strasznego się stanie, gdy nie zrobię, więc może lepiej zrobic to szybciej? Bowiem, gdy zostaje na tak zwaną ostatnią godzinę, wyzwala cały potok niewspierających uczuć, wbija w rolę ofiary, przydeptuje i spluwa lekceważąco.
Można więc praktyką medytacyjną - dopasowaną do swoich potrzeb - dokonać niezwykłej transformacji. Nie zmieniamy się. Ja dalej jestem leniwa. Wolę nie robić niż robić. Wiedząc jednakże, że to mój Cień, moja pięta Achillesowa, moje wyzwanie, tak sobie organizuję życie, by jak najmniej czuć cieżar swego lenistwa. A to robię te najmniej sympatyczne rzeczy rano, żeby miec z głowy, albo głośno deklaruję, że zrobię, żeby się nie wykpić, albo robię to w towarzystwie, a wiadomo kto co dla towarzystwa zrobił...
Medytacja pozwoliła mi być bliżej siebie. W codzienności. Nie w weekendowych odosobnieniach. Nie w kadzidełkach i relaksującej muzyce. Nie w masażu.
W irytacji na ludzką głupotę, w złości na stłuczony wazon, w smutku z powodu popsutego obrazu, we frustracji spowodowanej rozminięciu się życia z oczekiwaniami. Oto bowiem, gdy pojawi się takie niewspierające uczucie, szybciej potrafię zrozumieć, że nie mam wpływu na ograniczenia innych ludzi, na wydarzenia, pogodę i potknięcia. I daje mi to poczucie, że nawet jeśli nie mam wpływu na tak zwane fakty zewnętrzne, to mam wpływ na swoją na nie reakcję.
I nawet jeśli dziś jeszcze to i owo mnie irytuje, to chyba mniej, rzadziej i krócej. Bo daje mi też praktyka ciągłe lekcje. Lekcje płynące z wglądu. Każdorazowo.
Bo nie medytuje się dla samej medytacji. Medytuje się, by życie weszło na wyższy poziom. I nie o jakieś mistyczne kwestie tu chodzi. A o neuroplastyczność mózgu, który zmienia się - krok po kroku - dzięki każdej praktyce.
Tak więc zakończyłam dzisiaj pierwszą edycję kursu medytacji uważności, wczoraj - kursu medytacji skupienia. Sześć kobiet, sześć historii, sześć ścieżek.



Komentarze